I jak tu nie błyszczeć szczęściem?
Przyjazna publiczność i wcale nie było zerkania na zegarek, mimo, że spotkanie nieco przeciągało się. Musi zawdzieczam to prowadzącemu, a był nim pan Mirosław Nalepa - mój przyjaciel - i jak on poprowadził to spotkanie!
Maestro w każdym calu! I tylko popatrzcie niżej.
Tak, tak...- pierwszy na prawo.
To ci była niespodzianka!
Świat na oka mgnienie zatrzymał swój bieg a potem muzyka otuliła. Nie tylko mnie.
A potem były gratulacje i składanie autografów. No tak - zawsze wiedziałam, że z pozytywnych myśli można utkać niezłą rzeczywistość
...a przyjaźń ludzi odświeża siły i otwiera furtkę możliwości.
Dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w zorganizowaniu tak miłego spotkania; Mirkowi, Ewie, Tereni a także Grażynce Urbanowicz i Krzysiowi Szulejko , którzy czytali urywki promowanej powieści " Samotność w pułapce". Dziękuję też zespołowi " Improjazz Quartet" a nade wszystko dziękuję licznie zgromadzonej i przyjaznej mi publiczności.
TO WIELKIE SZCZĘŚCIE ROBIĆ TO, CO SIĘ
KOCHA, A JA KOCHAM PISAĆ, ale jeszcze większym szczęściem jest, gdy ma sie dla kogo pisać.
czwartek, 12 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
Powiadają, że...
Powiadają niektórzy, że świat, który opisuję jest często brutalny, mało radosny. No rzeczywiście nie uciekam od tego, bo to i w końcu nasza rzeczywistość. Ukazując te "złe" strony naszego bytu, sama się zastanawiam, czy to tak powinno być? Czy to nie jest za trudne w odbiorze czytelnika, który może chciałby się tylko zrelaksować biorąc do ręki książkę?
No cóż...Według mnie świat jest jaki jest, czyli najczęściej jest wyzwaniem, któremu trzeba sprostać, umieć się w nim odnaleźć, a to przecież nie takie proste. Poza tym uważam, że literatura ma moc realną i nie jest tylko tymczasową iluzją czy lizakiem. Dlatego trzeba pisać o wszystkim; o życiu takim, jakie ono jest.
Tak więc podążam za swoimi bohaterami po różnych drogach. Szczególnie dużo tych dróg ukazałam w mojej pierwszej wydanej powieści - SZANSA NA SZCZĘŚCIE, która jest powieścią psychologiczno obyczajową. ( Alkoholizm, brudna polityka, borykanie się matki samotnie wychowującej dziecko z zespołem Downa, i inne sprawy codzienne, niektóre radosne - jak to w życiu. Raz pod górkę, raz z górki).
Postaci w tej książce czasami są w konflikcie czasami nie wiedzą skąd i po co są, ale moim zdaniem przyciągają uwagę, niosąc w sobie wiele życiowych prawd.
Powieść ta, choć uważam, że jest jedną z najbardziej ciekawych moich książek, niestety nie jest objęta dystrybucją w szerokim słowa znaczeniu. Można ją dostać w Pile, w Nowej Dębie, ale i także ostatnio wystawiłam ją na Allegro. ( To tak na marginesie, dla tych, którzy poszukują tej książki.) Wracając do tematu, powiem tak:
Powieść ta, choć uważam, że jest jedną z najbardziej ciekawych moich książek, niestety nie jest objęta dystrybucją w szerokim słowa znaczeniu. Można ją dostać w Pile, w Nowej Dębie, ale i także ostatnio wystawiłam ją na Allegro. ( To tak na marginesie, dla tych, którzy poszukują tej książki.) Wracając do tematu, powiem tak:
Zróżnicowane postawy życiowe w dzisiejszym świecie - bo takowy opisuję niemal we wszystkich swoich pięciu powieściach, czynią je ciekawymi dla każdego. Szybko się je czyta i mimo wszystko dobrze, jak oceniają moi czytelnicy, bo zmuszają do refleksji i jest to mimo wszystko odnajdywanie równowagi w całym tym naszym polskim bałaganiku.
Dzięki formie - braku wydzielenia dialogów z opisów - można odnieść
wrażenie, jakbyśmy wchodzili wewnątrz bohaterów, a wypowiedziane słowa mieszały
się z tym, co nie zostało wyrażone wprost. Szczególnie tak się dzieje w powieści SAMOTNOŚĆ W PUŁAPCE.
Czy zdajemy sobie sprawę, że zmiany w naszym
życiu zależą od tego, co „w głowie”? Od tego jak siebie postrzegamy i na ile
się sami cenimy? To powieść pisana przez życie – uśmiechowi towarzyszą łzy,
miłości – tęsknota, zaś nowemu istnieniu – śmierć.
Podobnie ma się rzecz z powieścią: " Przemaluj ten obraz!".
słowa tytułowe to nic innego jak - myśl pozytywnie!
Podobnie ma się rzecz z powieścią: " Przemaluj ten obraz!".
słowa tytułowe to nic innego jak - myśl pozytywnie!
piątek, 15 listopada 2013
Opowiadanie dla Klaudii
To
króciutkie opowiadanie dedykuję Klaudii, wierząc całym swoim sercem, że
wystarczy mocno CHCIEĆ, a osiągnie się wszystko.
Anna
Dalia Słowińska
Tam,
daleko, świeci dla mnie słońce.
Światło przytomności znikające z oczu jak ta ostatnia
krzywda, jak ta ostatnia myśl. I cisza. Przejmująca cisza. Czas przystanął i
czeka tuż nad nią. I wyraźny dotyk zawieszony jeszcze w powietrzu
nabiera ciepła, a może tylko jej się zdaje? Rozplecione niespodziewanie myśli
układają się w wyraźniejsze kształty. Co u licha?! Jest w szpitalu, czy już
może na tamtym świecie?? Miała wypadek? Strzemiona głośno kłębiącej się krwi.
Anioły, czy pielęgniarki? Pielęgniarki. I nierozumna chęć, by cofnąć lub
zmusić do pośpiechu czas – płonące strzałki pamięci. Pamięci, która dziwnie
boli. Ma wszak smak żalu.– Dlaczego?! Ruchomy cień myśli przemknął chyłkiem.–
Co pozostało?? Nic. Próżnia, w której osiadło
ciało. Umęczone jakieś i świat wiruje. Wszystko wiruje. Najbardziej w
głowie. Życie wiruje. Nad nią zatroskane twarze.
Nagły napływ krwi do
mózgu sprawił, że zrobiło jej się ciemno w oczach, potem w głowie w samym
jej środku zapalił się ogień – czy już tak zostanie? …Strach. Najbardziej boli
strach. – Myśli dudnią wprost
w głowie, chcąc się wydostać przez ściśniętą kleszczami bólu czaszkę. Spojrzała
w okno – pokój powoli wypełnił się kolorami nocy i jasną poświatą księżyca.
Gwiazdy zwodniczo tańczyły na niebie, i znowu szum w głowie – Czy coś warte to
moje życie?
No..oo..o…, warte –
przychodzi podcięta refleksja. To tylko bardzo trudny okres i to nie tylko w
moim życiu. Dla wszystkich moich bliskich, to trudny okres. Zapłakane oczy
mamy, choć stara się uśmiechnąć, także bolą.
– Będzie dobrze… Trzeba wierzyć. Gorąco w to wierzyć…
Będzie dobrze… – Wszyscy to powtarzają. Jakie to banalnie proste! Gdzieś tam, w
środku, spoczywa w gotowości, otoczone skorupką ziarenko prawdy. Gorzkiej
prawdy. – Jak to, dobrze?!
Niebo
zasnuły szare chmury, a wszystko pod jego kopułą zdaje się przytłumione, zupełnie
jak jej życie. A najbardziej złości własna, zmącona niepewnością twarz.
Czy jeszcze może być dobrze? Łatwo się mówi…
– Cierpliwości…– mówi jej dobry Anioł a ona cały czas
czuje Jego Obecność. To niemal irytujące.
– Gdzie byłeś WTEDY??! – krzyczy jej zbuntowana myśl.
– Byłem. Byłem przy tobie. ŻYJESZ przecież – odpowiada. –
CIERPLIWOŚCI – powtarza.– Zacznij od początku zauważać kolor życia; szczęście w
kropli wody…
– Gdybym mogła wstać… Podbiec ku słońcu…
Rodzi się marzenie.
MYŚL. Podąża wysoko.
To już coś!
– Musisz wierzyć, musisz CHCIEĆ!
***
No tak, muszę
nauczyć się CHCIEĆ. Przecież jest o wiele lepiej niż było… Poczuła
nieomalże, że znowu się odradza.
Nocą, usłyszała głos, a może jej się
śniło?: ZMAGANIE, WYTRWAŁOŚĆ, ZMIERZ SIĘ
Z RYKIEM FAL.
A potem
przyszedł sen, który był zmaganiem, walką:
Dotknęła ręką białego piachu
nagrzanego słońcem, przerzuciła go między palcami, a potem poderwała nogi
niczym rączy koń, tyle, że zmęczony, i rzuciła się w spienioną wodę.
Fala była potężna, a ona crawlem pruła fale. Byle dalej od brzegu.
Tam, gdzie kończy się horyzont, tam lepsze życie. Wiedziała to całą sobą. Całym
swoim jestestwem. Gorące słońce tańczyło na wierzchołkach fal iskrząc się
tysiącem promyczków i przeskakując z jednej fali na drugą. Po drugiej
stronie RADOŚĆ. SŁOŃCE.
Płynęła,
płynęła, płynęła... Czuła potrzebę zmagania, nawet ryzyka. Nagle woda goryczą
osiadła na wargach. Poczuła zmęczenie mięśni rąk, nóg. Stały się niemal
ołowiane. Zwolniła tempo. Ociężałe myśli przyplątały się wraz z morską pianą.
Ciężkie nogi odmówiły posłuszeństwa. Spojrzenie błądzące po linii horyzontu –
ZWĄTPIENIE – Nie dam rady… Nie przepłynę ani metra dalej. Zmącone myśli przerwał ryk wiatru: DASZ RADĘ,
DASZ RADĘ… Nagły
napływ krwi do mózgu sprawił, że zrobiło jej
się ciemno w oczach, potem w głowie, w samym jej środku zapalił się ogień,
który rozchodził się wszechpotężną siłą po całym jej umęczonym ciele, by trafić w każdą komórkę ciała. Miała
wrażenie zapadania, to było jak umieranie. Odczuwała przez chwilę prawie błogie zmęczenie,
zapadające się pod ciemną powierzchnią wody. Wzburzoną. ( Jej niewiarą??)
Nie, tylko
nie to! Kropelki
potu, czy wody.
(?)Ukłucie setek małych igiełek – to nie może być po raz drugi! Wypluła
wodę z gardła, zakrztusiła się i chwyciła chust powietrza – Tonę? To już koniec? – Taki żałosny?
Upiór
przerażenia w oczach i na białych grzywach piany.
Ślepe oczy
i strach…
Zagłębiła się
w wodę i cięła rękoma przeoraną bruzdami powierzchnię morza. Nad nią
trzepotały skrzydła ptaków. – Już niedaleko…– wrzeszczały jak opętane.– Nie
poddawaj się…
Odwróciła się
na plecy – tylko na chwilę – musi odpocząć, bo do linii, którą sobie obrała,
jeszcze spory kawałek. A tam właśnie…
Przecież wie
dobrze, że ze smutku i słabości rodzi się siła – tak zawsze mówił dziadek, a
przecież wiedział, co mówi.
” Musisz w
sobie szukać siły pokonywać przeszkody… a tam, daleko, świeci słońce. Uchwycisz
go, bo przecież ono i dla ciebie świeci. Trzeba tylko pokonać obawy, strach,
niepewność. „
Obudziła się i spojrzała w okno; słońce wysoko wzbiło się
na niebie. Rozjarzone jasnym neonem, zajrzało jej w oczy. – Uśmiechnęła się.
Oczy jej najbliższych; mamy, dziadka były również radosne. Jak niewiele trzeba…
Subskrybuj:
Posty (Atom)

