sobota, 16 lutego 2013

Niebawem następna książka...

Do kolekcji trzech powieści niebawem dojdzie następna książka...
Poniżej krótkie dwa urywki:


"Krzyk.
Przez chwilę wibrował w uszach Anny.
Noc krzyczała?
Ona krzyczała?
Sen krzyczał?
Poruszyła się. – ANIA..A.. A..A..A…
Chłopiec bez butów, które gdzieś tam stały równiutko...nauczone porządku, otulony na bosych stopach w liście, ubrany w rozpacz niczym w brudną maź, w którą wpadał z każdym krokiem, przedzierał się z tępym wyrazem twarzy przez krzaki i suche szeleszczące trawy. Na jego nosie znieruchomiała strużka krwi, jak on sam, jak jego rozum poszarpany żalem i wiatrem, który dmuchał mu w plecy, popychając coraz dalej od domu, nad Wisłok. Kłębił wirujące myśli, jak ćmy skurczone, padłe już dawno z zimna, rzucając nimi w rozum.
Przed nim szumiąca groźnie woda. Góra wody. Spiętrzonej.
Spojrzał w dół. Otarł ręką załzawione oczy. 
Wiatr smagnął twarz – Nie! Nie rób tego! Nie rób!! – zawodził dziko.
Wdarł się w ucho Anny: Obudź się...obudź...On potrzebuje pomocy!

            Anna usiadła wyprostowana jak struna w gitarze i przez chwilę biegała myślami po całym pokoju.  Wrażenie było irracjonalne, ale nie mogła go ignorować – szeptało, potem przeszło w krzyk. Często miała sny; od wczesnego dzieciństwa i nie zawsze one były przyjemne, ale ten był szczególny. Napawał grozą i na pewno coś oznaczał? Powtarzał się przecież już od kilku lat. Zawsze jesienią.
Co jest?! – zapytała na głos.
Cisza pokoju drgała niepokojem, a jej myśli wirowały chaotyczne w kokonie nicości, który ją otaczał jak mrok w pokoju, by zawiesić się w miejscu, gdzie zupełnie nic się nie liczyło, poza błagalną myślą wykierowaną ku Bogu.
 – Kto potrzebuje mojej pomocy? Kto mnie woła?
Cisza. Przejmująca cisza."
 Przemaluj ten obraz! - to nic innego jak naucz się marzyć.


"Teraz  rozłożymy się na zielonej trawie i trochę poczekamy, aż się słońce zmęczy, bo przecież to już tak jest, że wlewa ono w nasze serca potężną czarę optymizmu, a to praca… i chyba nie wątpisz, Anulko, że ciężka…– Dziadek uśmiechnął się i usiadł. – A teraz Niulka posłuchaj ciszy. Ona śpiewa. – Przechylił głowę – Słyszysz?
To było niesamowite uczucie. Cisza brzmiała melodią szumiącej trawy, rumianków, ziół dziadkowych. Rzeczywiście, z wrażenia musiała się napić. Mogła tak leżeć do wieczora. Jeszcze tylko trzeba było nazbierać dziadkowi ziół, a potem wracali do jego małej posesji na wzgórzu.
            – Dziadku, jaka szkoda, że za kilka dni wracamy z Adasiem do Rzeszowa – mówiła.
            – Nie nudzisz się, Anulka?
            – Ani trochę… Poparz… czyż to nie piękny widok?
Za górami chowało się słońce, napływały chmury burzowe, a niebo zmieniało się z niebieskiego na pomarańczowe, wróżąc deszcz. Pierwsze krople, nieśmiałe, skapnęły na uniesioną w górę twarz Anny. Położyła się. Leżała nieruchomo, rozkoszując się dotykiem ciepłych kropi, które po chwili uderzyły z oślepiającą gwałtownością. Zaśmiała się – była zachwycona, Adaś też. Dziadek pewnie mniej.
            – Mam nadzieję, że zaraz przejdzie… Trzeba tu przeczekać burzę – powiedział – nie ma rady, kładziemy się na trawie. Adaś obok Anulki – zadyrygował z westchnieniem i sam się również położył.
Wiatr zaśpiewał w trawie, mocniej zawiał, chłodny, zmysłowy. Wysokie trawy nagięły się prawie do ziemi, po czym z powrotem wyprostowały się. Z ziemi uwalniał się metaliczny zapach, a ona sama otwierała się na wodę z nieba. Kwiatki skuliły swoje główki, by po chwili je podnieść wysoko. Tańczyły chwilę. – Niebo stawało się zupełnie niebieskie.
            – I jak się czujesz, moja ty Stokrotko? – spytał dziadek spoglądając na twarz wnuczki tak pełną emocji, że nie wiedział, co o tym sądzić. – Nie bałaś się?
            – To było cudowne przeżycie, dziadku… Widziałeś te tańczące kwiaty?
Rozmarzona, z uśmiechem na ustach, odurzona powietrzem, zasypiała kamiennym snem. Tak spała zresztą każdej nocy i co najważniejsze – nic się nie śniło!