niedziela, 9 marca 2014

Chce się żyć aby tworzyć.

Otwieram rano oczy, no może nie tak rano, bo około 8.30 i jest powód do radości. Bo na przykład świeci słonce. To mnie wspaniale nastraja na resztę dnia. Śniadanie, kawa, zaglądam w pocztę e - mailową, czy się coś nie urodziło nowego, i wymarsz w plener. Zawsze chodzę na piechotę i niemal wszędzie; czy to do sklepu oddalonego 3 km,czy na zajęcia na UTW, ale najczęściej idę na kije. 
 
 
Taki spacer zwykle pobudza moją wyobraźnię, dreszczyk emocji. 
Już widzę w opisie, w swoich książkach, szeleszczące drzewa, słońce przedzierające się w koronach owych drzew; czasami radośnie, czasami groźnie. Jak ostatnio, bo i przymierzyłam się przecież do powieści kryminalnej.
Tak, z pewnością nie będzie to typowy kryminał, bo i co bym zrobiła z moimi barwnymi opisami przyrody, bez których nie wyobrażam sobie żadnej powieści? Z tą kropelką wody na koniuszku listka?, podobnie jak z barwnymi postaciami. 
A że niektórzy skrytykują?
No i cóż? Po prostu skrytykują a ja i tak napiszę to co uważam i jak uważam. Pisarz jest bez przerwy oceniany i to przez wszystkich czytających, nie tylko przez krytyków, czyli jest pod pręgierzem opinii. Ma wielbicieli, ale i też tzw. hej terów. Ważne, by się nimi nie przejmować i dalej robić swoje.


Bycie twórcą to szukanie wolności, to piękna niewątpliwie sprawa, ale i niestety jest to zmaganie się ze swoim ego, próżnością, samozadowoleniem. Jest to również zmaganie się ze świadomością,  czy napiszę jeszcze coś wartościowego. 
To presja i odpowiedzialność i czasami popadam w głupie myśli, bo co się zdarzy, jeśli już ktoś o tym napisał? 
„Wszystkie inteligentne myśli zostały już pomyślane. Potrzebujemy jedynie pomyśleć je ponownie.” - pocieszam się słowami Johanna Wolfganga von Goethe. I piszę.

Skarbcem, z którego czerpię pomysły i energię są ludzie.  Jestem wśród nich i z nimi. Słucham. 
Spotkania towarzyskie, spotkania z przyjaciółmi, których jako osoba szalenie towarzyska kocham, są także skarbcem wiadomości i pomysłów. 
Nie ma nic cenniejszego
 


"-  To dom po mamie, bardzo blisko lasu, który kocham od dzieciństwa, lasu, który pachnie żywicą, który szumi bardzo pozytywnymi nutami, a które tak dobrze  nastrajają mnie do życia i ludzi.
- Pięknie powiedziane – żywiczny las – powtórzył Kwiatkowski. – Jak to ładnie zabrzmiało. Małgorzata zerknęła na siebie w lusterku, a potem otworzyła boczną szybę samochodu i spojrzała na las. Wysoko na niebie  dryfowało w powietrzu kilka ptaków o potężnych skrzydłach. Słychać było ich głosy. Nie były radosne. "